banner
menu_top
Wstep
Dzień 1
Dzień 2
Dzień 3
Dzień 4
Dzień 5
Dzień 6
Dzień 7
Dzień 8
Dzień 9
Podsumowanie
Informacje Praktyczne
Księga Gości
Rozdzielczość zdjęć

1 wrzesień 2007 sobota, dzień 1

Ponieważ oboje mieszkamy w Dublinie, skąd nie ma połączeń samolotowych na Islandię, nasza wycieczka rozpoczęła się lotem Ryanair z Dublina do London Gatwick, gdzie mieliśmy przesiadkę na samolot British Airways do lotniska w Keflaviku (lotnisko międzynarodowe niedaleko Reykjaviku). Samolot do Keflaviku mieliśmy około 7 rano w sobote, a samolot z Dublina około 7 wieczorem w piątek. Oznaczało to niestety spędzenie całej nocy na lotnisku w Gatwick. Lotnisko Gatwick jest raczej niewielkie, jest tam jednak kilka restauracyjek (zamykanych około 22) i sklepów całodobowych oraz całodobowy Burger King.
Jeśli wybieracie się z Polski, sprawdźcie ofertę Iceland Express, tanich linii latających na Islandię.
Lot do Keflaviku minął wyjątkowo spokojnie, nawet nie odczuliśmy momentu startu, lądowanie natomiast było najłagodniejsze jakiego udało mi się dotychczas doświadczyć. Dolatując do Islandii mieliśmy okazję podziwiać z lotu ptaka lodowiec Myrdalsjokull.
Jeszcze tylko trzeba było odebrać zabukowany wcześniej samochód ze znajdującej się na lotnisku wypożyczalni Budget i można było ruszać w trasę.
Naszym planem na sobotę było zwiedzenie półwyspu Reykjanes, najbardziej na południowy zachód wysuniętej części wyspy i udanie się na zarezerwowany wcześniej nocleg w Reykjaviku. Pogoda tego ranka nie była zbyt zachęcająca do wycieczek. Z wiszących tuż nad naszymi głowami chmur padał drobny, rzęsisty deszcz i choć nie było zimno (około 11 stopni Celsjusza), wyjątkowo silny wiatr potęgował uczucie chłodu.
W wypożyczalni samochodów dostaliśmy bardzo ogólną mapę drogową i tak wyposażeni udaliśmy się w trasę.
Do atrakcji dnia należały:

1.1 Most łączący dwa kontynenty

Islandia leży na dwóch płytach kontynentalnych: Północnoamerykańskiej i Euroazjatyckiej. Połączenie płyt przebiega z południowozachodniego na północnośrodkowy kraniec wyspy. Obie płyty stale rozchodzą się, tym samym przyczyniając się do powiększania terytorium Islandii. Aby zaakcentować ten fakt, na jednej ze szczelin postawiono kładkę dla pieszych. Znajduje się ona przy drodze 425 na południe od miasteczką Hafnir.

Krajobraz okolic mostu. Foto: Marta Cieślik. Most laczacy dwa kontynenty. Foto: Marta Cieślik. Napisy w szczelinie. Foto: Marta Cieślik. Most laczacy dwa kontynenty. Foto: Marta Cieślik.

1.2 Pole geotermalne Gunnuhver

Podążając przez pola zastygłej lawy drogą 425 na wschód w kierunku Grindavik, trafiamy na pole geotermalne Gunnuhver. Aby trafić dokładnie na pole należy zjechać z głównej drogi. W razie wątpliwości idźcie za zapachem siarki - na pewno zaprowadzi was we właściwe miejsce. Dla bezpieczeństwa turystów na polu zbudowano kładki, bardziej niebezpieczne miejsca ogrodzone są palikami połączonymi liną. Nad tym wszystkim unoszą się gryzące opary siarki o zapachu zgniłych jaj. Część pola tego dnia była niestety zamknięta dla zwiedzających, być może ze względu na zbyt silny wiatr przyciskający opary do ziemi. Przy dotknieciu ziemi czujemy bijące z głębi ciepło, z każdej możliwej szczeliny, nawet z tych pod palikami przy drodze, wydobywa się para wodna. Z oparów wytrącają się minerały siarki, dzięki czemu gleba ma białawo-żółtawe zabarwienie. Pole obfituje w sadzawki z bulgoczącym błotem.
Strona na temat Gunnuhver na serwisie internetowym Grindaviku: Gunnuhver

W okolicach znajduje się także elektrownia geotermalna, a przy niej platforma widokowa z bardzo dobrze opisanymi panoramicznymi zdjęciami okolicy wokół platformy.

Opary nad Gunnuhver. Foto: Przemyslaw Piotrowiak. Opary nad Gunnuhver. Foto: Przemyslaw Piotrowiak. Opary nad Gunnuhver oraz zbiornik elektrowni. Foto: Marta Cieslik. Gunnuhver, bloto. Foto: Marta Cieslik. Opary nad Gunnuhver. Foto: Przemyslaw Piotrowiak.

1.3 Błekitna Laguna

Po drodze do basenu geotermalnego, zwanego Błękitną Laguną, w Grindavik zatrzymaliśmy się na krótki posiłek w kafejce przy jednej ze stacji benzynowych. Błękitna Laguna [strona oficjalna] jest odkrytym basenem wybudowanym sztucznie w polu lawy i zasilanym wodą z położonej tuż obok eletrowni geotermalnej Svartsengi. Woda w basenie zazwyczaj jest niebieska, jednak w czasie naszego pobytu barwa wody była raczej zielona ze względu na znajdujące się w wodzie w dużych ilościach algi. Woda dostarczana do basenu jest naprawdę bardzo gorąca i trzeba uważać aby się nie oparzyć. Pomimo praktycznie nieprzespanej nocy, po godzinie moczenia sie w wysokozmineralizowanej, gorącej wodzie pośród księżycowej scenerii wszechobecnej lawy i maseczkach z krzemionkowego błota, zmęczenie ustąpiło zupełnie. Nawet pogoda się poprawiła. W kompleksie znajduje się również sklep z pamiątkami i kosmetykami na bazie krzemionkowego błotka jakie naturalnie wytrąca się z wody. Przy dość kosztownym wejściu zostaliśmy obdarowani próbką balsamu do użycia po kąpieli. Tak odświeżeni udaliśmy sie na nocleg do Reykiaviku gdzie przybyliśmy około godziny 20. Dzięki planu miasta z przewodnika Lonely Planet nie mieliśmy większych problemów ze znalezieniem naszego noclegu w Andrea. Pomimo niezbyt późnej pory nie mieliśmy już siły wychodzić na miasto, choć był to jedyny w zasadzie powód wybrania stolicy na pierwszy nocleg.

Blue Lagoon, czesc nieuzywana. Foto: Przemyslaw Piotrowiak. Blue Lagoon. Foto: Marta Cieslik. Opary nad Gunnuhver oraz zbiornik elektrowni. Foto: Marta Cieslik