banner
menu_top
Wstep
Dzień 1
Dzień 2
Dzień 3
Dzień 4
Dzień 5
Dzień 6
Dzień 7
Dzień 8
Dzień 9
Podsumowanie
Informacje Praktyczne
Księga Gości
Rozdzielczość zdjęć

6 wrzesień 2007, dzień 6

Po dawce snu w bardzo dobrych warunkach mieszkaniowych, byliśmy gotowi na dalsze zwiedzanie. Pogoda tego dnia nie rozpieszczała nas niestety zbytnio, wypogodziło się dopiero na sam wieczór.
Atrakcje dnia:

6.1 Wodospad Gođafoss

Gođafoss leży na zachód od Myvatn, tuż przy drodze nr.1. Po islandzku nazwa znaczy "Wodospad Bogów". Zdecydowliśmy się go odwiedzić rano w drodze do Husavik. Nie jest to idealny plan podróży ale dzięki temu mogliśmy zobaczyć wodospad w ogóle - w drodze powrotnej do Reykjavik wodospad był zasnuty mgłą, nie było widać go wcale!
Wracając do wodospadu - jest bardzo ładny, wygląda jakby został zaprojektowany przez człowieka. Wysokość 12m, szerokość 30m. Na lewym brzegu rzeki widoczne są powykręcane w przedziwnych kierunkach słupy bazaltowe.
Link do strony o Gođafoss w Wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/Godafoss.

Godafoss. Foto: Marta Cieslik.

6.2 Rejs po zatoce Skjalfandi

Po obejrzeniu wodospadu kierujemy się do Husaviku (strona Wikipedii na temat Husaviku), w nadziei na obejrzenie wielorybów w zatoce Skjalfandi. Rejsy organizuje kilka firm, w podobnych cenach około 40 euro za osobę. My zdecydowaliśmy się skorzystać z usług Gentle Giants www.gentlegiants.is. Miejsca na statku zarezerwowaliśmy telefonicznie, telefon odebrała bardzo miła Magda z Polski :) Magda poinformowała nas również, że wieloryby w zasadzie już odpłynęły w cieplejsze wody, ale być może uda nam się "coś" zobaczyć. W razie niepowodzenia, czyli nie zobaczenia niczego, można popłynąć kolejnym rejsem bez dodatkowych opłat.
Najlepszymi miesiącami na oglądanie wielorybów są lipiec i sierpień.
Tak pocieszeni udaliśmy się na popołudniowy rejs. Statek będący przerobionym kutrem służącym wcześniej, o ironio, do połowu wielorybów, odpływa z głównej przystani w centrum Husaviku. Rejs trwał około 3 godzin, wielorybów rzeczywiście nie zobaczyliśmy, jedynie delfiny (towarzyszyły nam przez jakiś czas płynąc razem ze statkiem) i ciutkie od nich większe walenie, których nazwy nie zapamiętałem. Oba gatunki żyją w zatoce przez cały rok. Pod koniec dostaliśmy po kubku gorącej czekolady i tradycyjnego islandzkiego ni to faworka, ni to pączka, które czasami działają usypiająco. Wielorybów nie zobaczyliśmy, ale rejs po zatoce, wzdłuż brzegów z ośnieżonymi górami w tle był sam w sobie całkiem niezłą atrakcją.

Kosc wieloryba. Foto: Przemek Piotrowiak. Nasz kuter. Foto: Marta Cieslik. Port w Husavik. Foto: Marta Cieslik Marta w skafandrze. Foto: Przemek Piotrowiak. Zatoka. Foto: Marta Cieslik. Delfin. Foto: Marta Cieslik. Delfin 2. Foto: Marta Cieslik Wybieranie ryb. Foto: Marta Cieslik. Islandzki faworko-paczek. Foto: Marta Cieslik.

6.3 Baseny geotermalne niedaleko Reykjahlid (Myvatn Nature Baths)

Wieczorem po powrocie do kwatery, udaliśmy się do położonych o kilka kilometrów na wschód od Reykjahlid basenów geotermalnych (strona oficjalna: http://www.jardbodin.is/English/), zwanych pieszczotliwie Błekitną Laguną Północy. Miejsce w pełni zasługuje na tą nazwę. Woda jest nieco inna niż w Blue Lagoon, mniej jest w niej krzemionki, a więcej siarki. Baseny położone są na wzgórzu, skąd roztacza się piękna panorama na jezioro i okolice. Kąpiel w tej scenerii, z dala od cywilizacyjnego zgiełku wspaniale odpręża.

Przemek w Myvatn Nature Baths. Foto: Marta Cieslik.